Pamiętacie z historii sztuki symbolizm? Powstały w XIX wieku nurt, który odwracał uwagę od tego, co oczywiste i widzialne, kierując ją ku temu, co ukryte, intuicyjne i duchowe. Symboliści wierzyli, że poza rzeczywistością zmysłową istnieje jeszcze druga warstwa, trudniejsza do nazwania, ale znacznie bliższa temu, co naprawdę przeżywane. A językiem, który najlepiej ją opisuje, nie jest dosłowność, lecz symbol.
Symbol jest wieloznaczny. Nigdy nie mówi wszystkiego wprost. Zostawia przestrzeń na interpretację, domysł i osobiste skojarzenia. Działa jak zagadka, do której każdy z nas nosi własny klucz. Dlatego jeden znak może znaczyć coś zupełnie innego dla różnych osób, a jego sens zmienia się wraz z czasem i momentem życia.

W tym sensie symbolizm ma zaskakująco wiele wspólnego z biżuterią. Biżuteria rzadko bywa tylko formą. Częściej staje się nośnikiem znaczeń: wspomnieniem, pamiątką, czasem śladem relacji. Łączy przedmiot z emocją, materię z sentymentem. Noszona blisko ciała, nabiera intymnego charakteru. I właśnie wtedy zaczyna działać jak symbol.
Dlatego tak często wracamy do modeli, które niosą ze sobą coś więcej niż estetykę. Formy, które nie narzucają jednej interpretacji, ale pozwalają budować własną historię. Wybierane z myślą o ważnych momentach, tych zaplanowanych i tych zupełnie nieoczekiwanych.
Bo to, co naprawdę znaczące, rzadko potrzebuje dosłownych wyjaśnień. Wystarczy, że jest.
